Koszmarny wypadek zaledwie 300 metrów od domu. Nie żyje ojciec i dwóch synów, wiadomo jak zginęli

2026-05-20 13:53

Niedzielny (17 maja) poranek w miejscowości Smyków w pobliżu Tarnowa zakończył się dramatycznie. O godzinie 7.30 osobowy Fiat uderzył z dużą siłą w stojącą na poboczu ciężarówkę. Pojazdem podróżował 69-letni Józef Ś. oraz jego dwaj synowie: 45-letni Andrzej i 41-letni Paweł. Mężczyźni zginęli na miejscu, a prokuratura przekazała już wstępne wyniki sekcji zwłok.

Ojciec z synami zginęli 300 metrów od domu

i

Autor: OSP Luszowice/ Materiały prasowe

Do koszmarnego zdarzenia doszło w minioną niedzielę we wczesnych godzinach porannych. W miejscowości Smyków, niedaleko Tarnowa, osobowy fiat z dużym impetem wbił się w stojący samochód ciężarowy. W pojeździe znajdował się 69-letni Józef Ś., a także jego dwóch dorosłych synów, 45-letni Andrzej i 41-letni Paweł. Cała trójka zginęła na miejscu zdarzenia.

Śledczy dysponują już wstępnymi wynikami sekcji zwłok zmarłych. Potwierdziły one, że mężczyźni doznali rozległych obrażeń ciała, które są typowe dla uczestników tragicznych wypadków komunikacyjnych. Ponadto od ofiar pobrano próbki krwi w celu wykluczenia ewentualnej obecności alkoholu oraz innych substancji odurzających. Wyniki tych badań będą znane w późniejszym terminie.

Trwa postępowanie mające na celu dokładne wyjaśnienie okoliczności zdarzenia. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w momencie tragedii fiatem najprawdopodobniej kierował 45-letni Andrzej Ś.

– To niewiarygodne, w jednej chwili zginęło pół rodziny. To chyba jakieś fatum

– wyznała w rozmowie z „Super Expressem” jedna z sąsiadek tragicznie zmarłych mężczyzn. Wszyscy trzej zajmowali ten sam dom, który znajdował się w odległości zaledwie 300 metrów od miejsca, gdzie doszło do tragedii.

Prokuratura bada okoliczności śmierci ojca i synów w wypadku pod Tarnowem

Najmłodszy z tragicznie zmarłych mężczyzn, Paweł, nie założył rodziny. Po pięcioletnim pobycie w Wielkiej Brytanii, niespełna dwanaście miesięcy wcześniej powrócił do rodzinnego domu. Jego 45-letni brat Andrzej był żonaty i osierocił dwoje dzieci, natomiast 69-letni ojciec, Józef, od jakiegoś czasu był wdowcem. Feralnego, niedzielnego poranka cała trójka postanowiła wyruszyć w krótką podróż. Żona Andrzeja usłyszała od męża, że nie zamierzają jechać daleko. Chwilę później do jej uszu dotarł ogłuszający huk uderzenia. Samochód kierowany przez jej męża z impetem uderzył w ciężarówkę sąsiada zaparkowaną tuż przy drodze. Potężna siła zderzenia sprawiła, że podróżujący autem mężczyźni zginęli na miejscu, co ostatecznie potwierdziła przeprowadzona sekcja zwłok.

– Wszczęte jest śledztwo. Na miejscu wypadku był prokuratur dyżurujący. Zwłoki mężczyzn zostały zabezpieczone do sekcji. Potwierdzam, że odbyła się ona w poniedziałek. Ze wstępnych ustaleń wynika, że wszyscy mężczyźni mieli obrażenia charakterystyczne dla ofiar wypadków drogowych. Dodatkowo pobrano krew do dalszych badań na obecność alkoholu i środków narkotycznych, ale na te wyniki trzeba poczekać. Dodatkowo do badań został zabezpieczony pojazd, którym jechali

– przekazał w rozmowie z dziennikarką „Super Expressu” prokurator Mieczysław Sienicki, pełniący funkcję rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.

Kto prowadził samochód w momencie tragedii?

Wiele wskazuje na to, że w momencie tragicznego uderzenia w ciężarówkę to właśnie 45-letni Andrzej Ś. siedział za kierownicą osobowego Fiata.

Wypadek w Smykowie
Sonda
Co jeszcze można zrobić, by wypadków na polskich drogach było mniej?