Biskup Jeż skazany za ukrywanie pedofilii. "Nie ma ludzi równych i równiejszych wobec prawa"

Sąd Rejonowy w Tarnowie wydał wyrok w precedensowym procesie biskupa Andrzeja Jeża, który trwał od wielu miesięcy. Sprawa dotyczyła zbyt późnego poinformowania organów ścigania o czynach pedofilskich, których dopuścili się podlegający mu księża. Poznaliśmy argumentację sądu oraz pierwsze komentarze prokuratury i obrony po ogłoszeniu decyzji.

Biskup Andrzej Jeż usłyszał historyczny wyrok w Tarnowie

Decyzja ogłoszona w czwartek ma wymiar precedensowy, ponieważ po raz pierwszy w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości urzędujący biskup został skazany za brak zgłoszenia przestępstw seksualnych wobec nieletnich odpowiednim służbom.

Wymiar kary obejmuje nie tylko konieczność oddawania części pensji na cele społeczne. Sąd nakazał również Andrzejowi Jeżowi wpłacenie po 10 tys. zł za każdą z dwóch rozpatrywanych spraw na konto Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, a także obciążył duchownego kosztami sądowymi.

Sam oskarżony nie pojawił się w sądzie, gdy ogłaszano wyrok w jego sprawie.

Zarzuty dla biskupa Andrzeja Jeża w sprawie księży pedofilów

Proces miał związek z czynami dwóch księży z diecezji tarnowskiej, czyli Stanisława P. oraz Tomasza K. Zdaniem śledczych, biskup dysponował wiarygodną wiedzą na temat wykorzystywania seksualnego dzieci, ale wbrew przepisom prawa nie poinformował o tym od razu organów ścigania. Duchowny przez cały czas trwania postępowania odrzucał te oskarżenia, a reprezentujący go adwokaci wnosili o całkowite uniewinnienie.

Sędzia o wyższości polskiego prawa nad kanonicznym

Uzasadniając ustnie wyrok, sędzia Małgorzata Adamczyk zaznaczyła, że polskie przepisy nakładają na każdego obywatela bezwzględny obowiązek zgłaszania przestępstw organom ścigania, niezależnie od zajmowanego przez niego stanowiska.

„Każdy obywatel, w tym duchowny lub przełożony kościelny, kto dowiaduje się o przypadku pedofilii, ma prawny obowiązek zgłosić to na policję lub do prokuratury, a zatajenie takiej wiedzy jest przestępstwem zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności” - wskazała sędzia.

W uzasadnieniu sąd skomentował także powoływanie się przez obrońców na wewnętrzne procedury kościelne oraz prawo kanoniczne.

„Kodeks Prawa Kanonicznego nie jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego w Polsce. Jest jedynie aktem prawa Kościoła katolickiego, regulującym jego własne instytucje” - podkreśliła Małgorzata Adamczyk.

"Miał za zadanie jedynie i aż złożyć stosowne zawiadomienia"

Szczególnie mocno w ustnym uzasadnieniu wybrzmiał wątek dotyczący tego, jak powinien zachować się biskup po otrzymaniu sygnałów o potencjalnych przestępstwach.

„Sąd uważa, że oskarżony miał za zadanie jedynie i aż złożyć stosowne zawiadomienia, a nie dokonywać oceny poszczególnych przypadków. Ewentualne wątpliwości należało pozostawić do rozstrzygnięcia organom do tego powołanym” - mówiła sędzia.

W ocenie sądu już wytyczne Konferencji Episkopatu Polski z 2017 roku jasno określały, że kościelny hierarcha posiadający wiarygodną wiedzę o pedofilii musi powiadomić prokuraturę lub policję. Przypomniano przy tym, że z realizacji tego prawnego obowiązku nie zwalniała nawet funkcjonująca w strukturach kościelnych instytucja tzw. sekretu papieskiego.

Prokurator komentuje skazanie biskupa. "Nie ma ludzi równych i równiejszych"

Prokurator Marcin Stępień po wyjściu z sali rozpraw wyraził satysfakcję z głównego kierunku orzeczenia sądu.

„Przyjmuję ten wyrok. Wyrok jest nieco inny niż prokuratura żądała. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to wyrok skazujący” - powiedział.

Oskarżyciel publiczny zaznaczył, że kluczowe w tej decyzji jest potwierdzenie konieczności informowania służb o takich czynach, niezależnie od statusu społecznego sprawcy czy osoby posiadającej o tym wiedzę.

„Ten wyrok mówi jedno: bez względu na to, jaką pełnimy funkcję i jaką mamy pozycję społeczną, artykuł 240 kodeksu karnego jest taki sam dla wszystkich. Dzisiaj sąd udowodnił, że nie ma ludzi równych i równiejszych wobec prawa” - stwierdził prokurator.

Obrońcy zapowiadają apelację od wyroku

Pełnomocnicy duchownego otwarcie mówili o swoim rozczarowaniu decyzją sądu i zadeklarowali podjęcie kroków prawnych w sądzie drugiej instancji w celu jej zmiany.

„Od początku mówiliśmy, że wyrok powinien być uniewinniający. W związku z tym apelacja na pewno będzie złożona” - zapowiedziała mecenas Paulina Majtkowska.

W podobnym tonie na temat czwartkowego orzeczenia wypowiedziała się również druga z obrończyń duchownego, mecenas Monika Brzozowska-Pasieka.

„Podtrzymujemy stanowisko prezentowane podczas wystąpień końcowych. W naszej ocenie nie zachodzą podstawy do przypisania oskarżonemu odpowiedzialności karnej. Nie doszło do zrealizowania znamion zarówno jednego, jak i drugiego przestępstwa” - oceniła adwokat.

Jednocześnie mecenas dodała, że obrona będzie mogła szczegółowo odnieść się do argumentów sądu dopiero w momencie, gdy zapozna się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.

Czwartkowe orzeczenie sądu w Tarnowie jest nieprawomocne. Oznacza to, że finał jednej z najbardziej medialnych spraw w Polsce, która dotyczy odpowiedzialności biskupów za reagowanie na pedofilię w Kościele, rozegra się przed sądem apelacyjnym.

Sonda
Czy masz zaufanie do Kościoła katolickiego?
Myśliwy usłyszał wyrok sądu

ROLKI